Wednesday, August 15, 2007

Jak uratowaliśmy Europę - wojna polsko-bolszewicka 1920







Zwycięstwo nad Wisłą Wojna Polsko Sowiecka 1920
Nasz Dziennik, 2007-08-15
Bitwa Warszawska 1920 roku, zwana też Cudem nad Wisłą, ocaliła nie tylko odzyskaną niedawno polską niepodległość. Była to jedna z trzech najważniejszych bitew XX wieku na świecie, a zarazem jedna z decydujących w całej historii ludzkości. Wojsko Polskie na czele ze zwycięskim wodzem Marszałkiem Józefem Piłsudskim zatrzymało i zwyciężyło milionową nawałę Armii Czerwonej i uratowało nie tylko Polskę, ale i całą Europę przed niewolą oraz wprowadzeniem zbrodniczego sowieckiego totalitaryzmu i systemu komunistycznego.

Tuż po śmierci Józefa Piłsudskiego Prymas Polski kardynał August Hlond złożył historyczne oświadczenie: "W przyszłą sobotę nastąpi złożenie w Grobach Królewskich na Wawelu Zwłok Marszałka Piłsudskiego, który poza wielu innymi zasługami zapisał się w dziejach wskrzeszonej Polski jako pogromca zbrojnego bolszewizmu, co chciał podbić Polskę i wcielić ją we wszechświatową Republikę Sowiecką. Zwycięstwami dni 15 i 16 sierpnia 1920 roku stanął Marszałek Piłsudski w szeregu dziejowych obrońców wiary. Pod jego dowództwem zwycięski czyn bohaterskiej armii polskiej, zwany 'Cudem nad Wisłą', osiągnął znaczenie Lepanta i Wiednia (zwycięstwa nad Turkami w roku 1571 i 1683). Za to należy się Józefowi Piłsudskiemu wieczna wdzięczność nie tylko obywateli polskich, lecz całego chrześcijaństwa".
Natomiast święty Maksymilian Kolbe pisał, że kiedy Piłsudski otrzymał obraz Matki Bożej Ostrobramskiej, powiedział: "Matka Najświętsza wzięła na siebie jakby ministerium dobroci, bo kiedy człowiek chociażby tylko patrzy na ten obraz, to staje się lepszym". Ojciec Kolbe dodał od siebie: "Teraz może łatwiej także zrozumiemy, dlaczego Matka Boża dała mu złamać hordy bolszewickie w dzień swego Wniebowzięcia".

Decydująca bitwa XX wieku
"Gdyby Piłsudskiemu nie udało się powstrzymać triumfalnego pochodu Armii Czerwonej w wyniku bitwy pod Warszawą, nastąpiłby nie tylko niebezpieczny zwrot w dziejach chrześcijaństwa, ale zostałoby zagrożone samo istnienie zachodniej cywilizacji. Bitwa pod Tours uratowała naszych przodków przed jarzmem Koranu; jest rzeczą prawdopodobną, że bitwa pod Warszawą uratowała Europę Środkową, a także część Europy Zachodniej przed o wiele groźniejszym niebezpieczeństwem: fanatyczną tyranią sowiecką. W roku 1920 stoczona i wygrana została bitwa równej doniosłości dla całego świata, przez swoje znaczenie dla kultury, wiedzy, religii i politycznego rozwoju ludzkości. (...) Bitwa pod Wiedniem była jednym z tych wydarzeń, w których Polska wywalczyła bezpieczeństwo całej Europie. Jest rzeczą pewną, że zwycięstwo odniesione pod murami Warszawy w 1920 r. we wpływie swym na europejską cywilizację nie mniej było żywotne od tamtych historycznych zmagań, kiedy to Polska dawnych lat grała rolę przedmurza Zachodu".
Tak właśnie opisywał dramatyczną wojnę polsko-rosyjską w 1920 roku i Bitwę Warszawską bardzo życzliwy Polakom Lord Edgar d'Abernon. Był wówczas ambasadorem Wielkiej Brytanii w Berlinie, ale zarazem bezpośrednim świadkiem bitwy jako dyplomata - członek specjalnej misji brytyjsko-francuskiej w Warszawie.
W uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, czyli w polskiej tradycji w dzień Matki Boskiej Zielnej - 15 sierpnia 1920 roku Wojsko Polskie ruszyło do uderzenia na Armię Czerwoną, już wtedy najpotężniejszą, najliczniejszą i najbardziej nieludzką armię świata. Jej dywizje pewne były już pokonania Polaków, zdobycia Warszawy oraz dalszego marszu na Berlin, Paryż i inne stolice Europy, według strategicznych planów podboju i dyrektyw rządu Rosji Sowieckiej.
Bitwa Warszawska 1920 roku, zwana też Cudem nad Wisłą, ocaliła nie tylko odzyskaną niedawno polską niepodległość. Była to jedna z trzech najważniejszych bitew XX wieku na świecie, a zarazem jedna z decydujących w całej historii ludzkości. Wojsko Polskie na czele ze zwycięskim wodzem Marszałkiem Józefem Piłsudskim zatrzymało i zwyciężyło milionową nawałę Armii Czerwonej i uratowało nie tylko Polskę, ale i całą Europę przed niewolą oraz wprowadzeniem zbrodniczego sowieckiego totalitaryzmu i systemu komunistycznego.
Papież Jan Paweł II wielokrotnie nawiązywał do bezprecedensowego znaczenia Bitwy Warszawskiej. Modląc się na grobach poległych w obronie Ojczyzny żołnierzy Wojska Polskiego na cmentarzu w Radzyminie, powiedział: "'Cud nad Wisłą' i zwycięstwo nad Armią Czerwoną to ważna data w naszej narodowej historii. Było to wielkie zwycięstwo wojsk polskich, tak wielkie, że nie dało się tego wytłumaczyć w sposób czysto naturalny i dlatego nazwane zostało 'Cudem nad Wisłą'. Była to wielka bitwa historyczna o naszą
i waszą wolność, naszą i Europy. Myślimy o żołnierzach, o oficerach, myślimy o wielkim wodzu marszałku Józefie Piłsudskim, o wszystkich, którym zawdzięczamy to zwycięstwo. Poległych polecamy miłosierdziu Bożemu".
Józef Piłsudski był uważany przez Karola Wojtyłę za najwybitniejszego Polaka XX wieku i w ogóle za jednego z największych w całej naszej historii. Jan Paweł II w swojej książce "Pamięć i tożsamość" napisał: "Wiecie, że urodziłem się w roku 1920, w maju, w tym czasie, kiedy bolszewicy szli na Warszawę. I dlatego noszę w sobie od urodzenia wielki dług w stosunku do tych, którzy wówczas podjęli walkę z najeźdźcą i zwyciężyli, płacąc za to swoim życiem. Wtedy w 1920 roku komunizm jawił się jako bardzo mocny i groźny. Już wtedy w 1920 roku zdawało się, że komuniści podbiją Polskę i pójdą dalej do Europy Zachodniej, że zawojują świat. W rzeczywistości wówczas do tego nie doszło. 'Cud na Wisłą', zwycięstwo marszałka Piłsudskiego w bitwie z Armią Czerwoną, zatrzymał te sowieckie zakusy".
W całym swym życiu, nazbyt krótkim - Józef Piłsudski wszystko podporządkował jednej idei: wolności i wielkości Polski. Ale w historycznym sierpniu 1920 roku przez kilka tygodni, dni, a nawet w dramatycznych godzinach między 15 a 16 sierpnia od decyzji Marszałka zależały losy już nie tylko Polski, również Europy. Ale nie tylko ta data przesądziła o jego wielkości, chociaż to ona była w życiu Marszałka najważniejsza.

"Piłsudski i jego Polacy"
Decydujące znaczenie dla losów Europy, a nawet całego świata Bitwy Warszawskiej zrozumieli najlepiej i najszybciej ci, którzy rozpętali wojnę i znali jej strategiczne cele: przegrani przywódcy Rosji Sowieckiej. W Moskwie 20 września 1920 roku, przemawiając na zamkniętym posiedzeniu rządu rosyjskiego, jego premier i bolszewicki dyktator Włodzimierz Lenin tłumaczył, dlaczego przegrana Armii Czerwonej pod Warszawą była katastrofą: "Stanęliśmy przed nowym zadaniem. Mogliśmy i powinniśmy byli wykorzystać sytuację militarną, żeby rozpocząć wojnę zaczepną. Sformułowaliśmy to nie w oficjalnej uchwale, zawartej w protokołach Komitetu Centralnego, ale powiedzieliśmy między sobą, że sprawdzimy za pomocą bagnetów, czy w Polsce nie dojrzała już proletariacka rewolucja socjalistyczna. Wiedzieliśmy dobrze, że rozbijając armię polską, rozbijamy pokój wersalski, na którym opiera się cały światowy system obecnych stosunków międzynarodowych. Gdyby Polska stała się sowiecka, pokój wersalski zostałby zburzony i cały system międzynarodowy ustanowiony dzięki zwycięstwom nad Niemcami runąłby.
Polska wojna była najważniejszym punktem zwrotnym nie tylko w polityce Rosji Sowieckiej, ale także w polityce światowej. Uważaliśmy bowiem, że gdzieś pod Warszawą znajduje się nie centrum polskiego rządu burżuazyjnego, ale centrum całego współczesnego systemu imperialistycznego oraz że okoliczności pozwalają nam wstrząsnąć tym systemem i prowadzić politykę nie w Polsce, ale w Niemczech i w Anglii".
Lenin dalej twierdził, że "Niemcy ogarnęło wrzenie rewolucyjne, a angielski proletariat wzniósł się na zupełnie nowy poziom rewolucyjny. Wszystko tam było gotowe do wzięcia. Lecz Piłsudski i jego Polacy spowodowali gigantyczną, niesłychaną klęskę sprawy światowej rewolucji".

"Aż wykończymy tych Polaków na dobre"
W zakończeniu przemówienia Lenin zapewnił, że Moskwa "będzie nadal przechodzić od strategii defensywnej do ofensywnej, bez ustanku, aż wykończymy tych Polaków na dobre!".
Wybitny znawca Armii Czerwonej, skazany na karę śmierci w Moskwie autor słynnego "Akwarium", Wiktor Suworow, pisał: "Misją ZSRR było podpalenie całego świata, wywołanie światowej rewolucji, zniszczenie zachodniej demokracji tak, aby wszyscy byli 'równi' w nędzy.
Związek Sowiecki nie mógł wygrać wyścigu z bogatym i zamożnym Zachodem - wyścigu ekonomicznego, cywilizacyjnego, technologicznego. Nie mogąc zaś tego wyścigu wygrać, mógł tylko Zachód podpalić i ograbić, rozpoczynając zaplanowaną uprzednio wojnę. Na szczęście zamiarów tych nie udało się zrealizować".
Klęska pod Warszawą miała duży wpływ na zmianę stanowiska Lenina i całą politykę zagraniczną Rosji. Było to jego pierwsze bezpośrednie starcie z siłami europejskiego narodu, starcie, które przegrał. Był zdziwiony i przygnębiony tym, że polskie "masy" nie wsparły Armii Czerwonej. Niedoszli "wyzwoliciele" Polski napotkali opór nie tylko polskiej "białej gwardii", ale całego Narodu Polskiego.
Lew Trocki sprecyzował później strategiczne konsekwencje polskiego zwycięstwa nad Wisłą: "Po klęsce w wojnie z Polską w 1920 roku Lenin wydał nową wytyczną w sprawie rewolucji światowej. Stanowiła ona, że Rosja Sowiecka będzie udzielać maksymalnej moralnej i materialnej pomocy koloniom i subkoloniom w ich rewolucyjnych wojnach z kapitalistycznym imperializmem, ale wojska sowieckie nigdy więcej nie będą brały w nich bezpośredniego udziału. Chodzi o to, aby podczas rewolucji w różnych krajach uniknąć komplikacji mogących wyniknąć dla Rosji Sowieckiej z powodu kwestii narodowej".
To wystąpienie Lenina i narada rządu rosyjskiego na Kremlu 20 września 1920 roku stanowiły dla jego następców przesłanie polityczne, a dla Polski oznaczało utratę niepodległości od 1939 do 1989 roku. Na pół wieku!

Wielki Cud nad Wisłą
Przez cały ten okres komunistyczna propaganda, cenzura, a nawet KGB i SB albo głosiły kłamstwa, albo zakazywały pisania i głoszenia prawdy. Znamiennie przypomniał to Ojciec Święty Jan Paweł II: "O wielkim Cudzie nad Wisłą przez całe lata trwała zmowa milczenia. Dlatego Opatrzność Boża niejako nakłada dzisiaj obowiązek podtrzymywania pamięci tego wielkiego wydarzenia w dziejach naszego narodu i całej Europy, jakie miało miejsce po wschodniej stronie Warszawy".
Zwycięstwo nad Armią Czerwoną było w 1920 roku szczególnym doświadczeniem dla Karola Wojtyły, który należał do pierwszego pokolenia Polaków urodzonych w wolnej Ojczyźnie po 150 latach niewoli. Rok 1920 był dla niego przesłaniem, na podstawie którego po latach będzie już jako Papież kształtował historię na przełomie XX i XXI wieku i "zmieniał oblicze ziemi". Te właśnie słowa Jan Paweł II wypowiedział na placu Marszałka Piłsudskiego przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie.

Polski plan - polskie zwycięstwo
Szef Sztabu Generalnego generał Tadeusz Rozwadowski notował w lipcu 1920 r.: "Czułem dobrze, że tylko na siebie samych liczyć możemy, a umacniała mnie w tym przekonaniu jeszcze przestroga angielskiego marszałka Wilsona, ówczesnego szefa Sztabu Wielkobrytyjskiego, który wówczas na konferencji w Spa wypowiedział do mnie na pożegnanie te stanowcze słowa: 'Nie liczcie tylko na jakąkolwiek interwencję dyplomatyczną lub inną. Sowiety postanowiły zagładę Polski i jestem dokładnie poinformowany, że bezwzględnie wszelkimi siłami do tego dążą i przez nikogo powstrzymać się nie dadzą. My wszyscy pomóc Wam realnie po wojnie światowej nie możemy, a gdybyśmy nawet mieli odpowiednie siły do dyspozycji, to i tak na czas przerzucić ich do Polski nie zdołalibyśmy. Więc przyszłość wasza cała w waszym własnym tylko ręku, a jeśli sami zwyciężyć nie potraficie, to zginiecie niechybnie".
Spośród państw Europy jedynie Francja akceptowała działania Polski oraz dostarczała broń i zaopatrzenie, co prawda nie za darmo. Generał Maxime Weygand, latem 1920 doradca wojskowy we francuskiej misji w Warszawie (w 1940 roku wódz naczelny armii francuskiej), pesymistycznie oceniał dramatyczną sytuację: "Los Polski nie wygląda zachęcająco, pewne niepokoje wydają się uzasadnione. Polacy nie chcą nikogo słuchać, postępują według własnego widzimisię, podsycają nienawiść wokół siebie. Czy w tych warunkach uda się ich nielicznym przyjaciołom oświecić i pokierować tymi ślepymi pegazami, które nie znoszą żadnego wędzidła? Oto pytanie, które stawiam sobie codziennie bez znalezienia na nie odpowiedzi".
Po 15 sierpnia Weygand wpadł w prawdziwą euforię, podsumowując polskie zwycięstwo: "To zwycięstwo, które jest powodem wielkiego święta w Warszawie, jest zwycięstwem polskim. Przewidujące operacje wojskowe zostały wykonane przez generałów polskich na zasadzie polskiego planu operacyjnego. Moja rola, jak też rola oficerów z misji francuskiej, ograniczała się do wypełnienia braków w szczegółach wykonania. (...) To bohaterski naród polski sam siebie uratował".
Zaś kapitan Charles de Gaulle, późniejszy prezydent Francji, a latem 1920 członek francuskiej misji wojskowej w Polsce, wspominał: "Ofensywa rozpoczęła się świetnie. Grupa Manewrowa, którą dowodzi Piłsudski, (...) szybko przesuwa się na północ. Nieprzyjaciel, całkowicie zaskoczony widokiem Polaków na swoim lewym skrzydle, o których myślał, że są w stanie rozkładu, nigdzie nie stawia poważnego oporu, ucieka w rozsypce na wszystkie strony albo poddaje się całymi oddziałami. Zresztą, w tym samym czasie uderzenie Rosjan na Warszawę załamało się (...).
Ach! Cóż to było za piękne posunięcie! Nasi Polacy jak gdyby przypięli skrzydła, aby je wykonać; ci sami żołnierze, przed tygodniem wyczerpani fizycznie i moralnie, biegną naprzód, pokonują dziennie czterdziestokilometrowe etapy. Drogi zawalone są grupami jeńców w opłakanym stanie i rzędami podwód zabranych bolszewikom. Tak, to jest zwycięstwo, zwycięstwo kompletne, triumfujące. Z armii rosyjskich, które groziły Warszawie, niewiele co powróci. Mimo szybkości, z jaką uciekały, Polacy je przeganiali i zachodzili od tyłu. Nieprzyjaciel jest rozproszony grupami w lasach, skąd się go wyciąga. Niektóre oddziały bierze się do niewoli na terenach, po których walki przetoczyły się już cztery lub pięć dni temu".

Przeciw imperium zła
W przeciwieństwie do polityków Europy historyczne znaczenie rozbicia Armii Czerwonej i zatrzymanie pochodu komunizmu sowieckiego na Zachód w 1920 roku przez Polaków rozumieli i doceniali nieliczni, ale czołowi politycy Ameryki. Prezydent Ronald Reagan - najwybitniejszy prezydent USA XX wieku, w swym najsłynniejszym przemówieniu nawiązał do agresji Rosji na Polskę i Europę w 1920 roku: "Przestrzegam przed ignorowaniem faktów historycznych i agresywnej postawy IMPERIUM ZŁA oraz usuwania siebie z pola walki między czymś słusznym a niesłusznym, między dobrem a złem.
(...) Przywódcy sowieccy zupełnie otwarcie i publicznie przyznają, jak przyznawali zawsze, iż jedyna uznawana przez nich moralność to taka, która doprowadzi do ogólnoświatowej rewolucji komunistycznej. Ich duchowy przywódca - Lenin, już w 1920 roku powiedział, że odrzucają oni wszelką moralność, że moralność jest całkowicie podporządkowana walce klas i likwidacji demokratycznego porządku. Lenin używał nielegalnych metod, uników i wybiegów, wszelkich podstępów. Chociaż militarna siła Ameryki jest ważna, zawsze uważałem, że o rozstrzygnięciu obecnego światowego konfliktu nie będą decydować ani bomby i rakiety, ani armie i potęgi zbrojne. Zdecyduje próba moralności i wiary.
W tym stuleciu Amerykanie i Polacy stali ramię w ramię w ogniu dwóch pożóg, jakie przetoczyły się przez świat. I wojna światowa nie położyła niestety kresu konfliktom, przyniosła jednak odbudowę Państwa Polskiego. I jeżeli jest jakaś nauka płynąca z kart historii - to z pewnością jest nią przekonanie o niezniszczalności Polski - nawet mimo klęsk. Polska może być podbita, ale nigdy się nie podda. Polska może być zmuszona siłą do ustępstw, ale nigdy nie zgodzi się na zależność od obcych państw, do odebrania danej przez Boga wolności. Po 40-leciu brutalnej obcej dominacji nad Polską byliśmy niedawno świadkami odrodzenia niepokonanego ducha narodu polskiego. Zapewniam: nie zapomnieliśmy i nigdy nie zapomnimy o 'Solidarności' i wolności Polaków. Nie pozostaliśmy bierni i nadal nie pozostanie bierna Ameryka, gdy w Polsce pod sowieckim naciskiem wprowadzono stan wojenny".
Podobnie jak Reagan, równie wielkim przyjacielem Polski był prezydent Herbert Hoover, który odegrał ogromną rolę w udzielaniu amerykańskiej pomocy materialnej walczącej Polsce. W kwietniu 1920 przekonywał w Londynie Anglików: "Polska dziś musi utrzymywać olbrzymią linię frontu przeciw inwazji bolszewickiej. Cierpiąc nędzę gospodarczą, Polska musi utrzymywać 500-tysięczną armię, która walczy na froncie długości 1500 mil. Polska stanowi dzisiaj przyczółek całej Europy. Mimo tego naród polski jest przeniknięty uczuciem wolności i właśnie to uczucie wolności pozwoli mu przetrwać". Należy dodać, iż zorganizowane przez Hoovera dostawy żywności, pomoc materialna i techniczna wniosły istotny wkład Ameryki w podtrzymywanie siły Polski.
Piłsudski jako zwycięski wódz w wojnie 1920 roku stanowił najwyższy autorytet i wzór dla generała MacArthura, który w 1932 roku był obserwatorem wielkich manewrów Wojska Polskiego na Wołyniu, a następnie spotkał się osobiście z Marszałkiem. Generał Douglas MacArthur był bohaterem USA i jednym z najwybitniejszych dowódców amerykańskich. To właśnie on dowodził całością sił USA na Oceanie Spokojnym i Dalekim Wschodzie, to on rozbił Japończyków w II wojnie światowej i przyjmował w 1945 roku kapitulację Japonii na pokładzie flagowego pancernika USS "Missouri".
O historycznej roli Piłsudskiego generał MacArthur wypowiadał się wielokrotnie na wykładach w Akademii West Point. Podkreślał, że Polak był wielkim wodzem i strategiem, który zapobiegł panowaniu komunistycznej Rosji nad Europą. Zwracał uwagę na determinację Piłsudskiego, który rozumiał jak nikt na świecie, jakim zagrożeniem dla ludzkości jest komunizm sowiecki. Polski Marszałek nauczył go także zasad strategicznych: ruchliwego i mobilnego manewru w wielkich operacjach obronnych. Te zasady i wnioski w obronie wolnego świata przed nawałą komunistyczną zastosował generał MacArthur w 1950 roku jako naczelny dowódca armii amerykańskiej w czasie wojny w Korei, kiedy to z obrony przeszedł do ataku na trzykrotnie liczniejszą armię komunistyczną Chin i Korei.

Moskwa musiała przyjąć polskie warunki
Najtrafniej i najpełniej opisał znaczenie Piłsudskiego i Polaków wybitny uczony, a zarazem polityk amerykański profesor Richard Pipes - doradca prezydenta Reagana oraz szef Rady do spraw Sowiecko-Amerykańskich. Jego ojciec był żołnierzem Legionów Piłsudskiego. Profesor Pipes tak charakteryzował znaczenie obrony Polski w wojnie 1920 roku: "Bolszewicy w 1917 przejęli władzę nie po to, aby zmieniać Rosję, ale aby użyć Rosji jako trampoliny do rewolucji światowej. W 1920 roku Polityczne Biuro na Kremlu postanowiło nie tylko zsowietyzować Polskę, ale zarazem wykorzystać wojnę z nią do generalnej ofensywy na zachód Europy. Polska była tylko punktem wypadowym do ataku na Europę. Ten cel Lenin naturalnie ukrywał i początkowo przyznawał jedynie, że rząd rosyjski interesuje wyłącznie sowietyzacja Polski. Komunizm mimo wszystkich internacjonalistycznych cech był zjawiskiem wielkoruskim, nie nadającym się na eksport. Już wtedy te różnice kulturowe stanowiły nieprzekraczalny mur między Wschodem a Zachodem, a wyrażenie 'żelazna kurtyna' było użyte po raz pierwszy właśnie w 1920 roku. W wyniku bitew, które nastąpiły po 'Cudzie nad Wisłą' - z pięciu armii sowieckich uczestniczących w ofensywie na Polskę - jedna została całkowicie unicestwiona, a pozostałe rozbite kompletnie. Prysły marzenia o rządach sowieckich w Polsce i o skomunizowaniu całej Europy. Moskwa musiała przyjąć polskie warunki".
Profesor Zbigniew Brzeziński - szef amerykańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, a zarazem doradca prezydenta USA Jimmy'ego Cartera, napisał m.in.: "Józef Piłsudski! Imię to bliskie jest sercu każdego Polaka, któremu droga jest niepodległość Rzeczypospolitej. Jest uosobieniem służby, oddania sprawie i poświęcenia oraz co wielokroć istotniejsze - uosobieniem zwycięstwa! (...). To nie przypadek, że reżim komunistyczny w Polsce i jego sowieccy poplecznicy dołożyli wszelkich starań, by zniszczyć legendę Piłsudskiego i fizycznie wszystkich tych, którzy otwarcie się z nim identyfikowali. Zarówno Stalin, jak i Bierut byli osobiście zaangażowani w akcję niszczenia wpływu Komendanta na polską myśl polityczną.
(...) Wysiłki te poszły na marne. Obecnie Piłsudski jest na nowo symbolem niepodległości narodowej i bezinteresownego oddania sprawie budowy silnego państwa. Jego posłanie nie nosi w sobie elementów nacjonalizmu, nie jest też, niezależnie od pewnych nadużyć, które miały miejsce po 1926 roku, pochwałą autorytaryzmu. Posłanie to głosi, iż Polska, aby przetrwać i rozwijać się, musi żyć w pokoju z sąsiadami, musi posiadać silną organizację państwową".
Znamienna jest wypowiedź o Marszałku "Konrada Wallenroda XX wieku". Pułkownik Ryszard Kukliński - bohater Polski i Ameryki, wieloletni szef Oddziału Planowania Strategicznego w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego, podczas odsłonięcia pomnika Katyńskiego na placu Zamkowym w Warszawie w 1998 roku powiedział: "Stalin i kierownictwo państwa sowieckiego doskonale wiedziało, że wydając rozkaz rozstrzelania całej kadry oficerskiej Wojska Polskiego, pozbawia naród tej siły obronnej i tych kierowniczych elit, jakie miała Polska w 1920 roku, bowiem bronić swojego kraju może tylko armia odwołująca się do praw i wolności narodu. Rozumiał to Józef Piłsudski i między innymi dlatego odniósł historyczne zwycięstwo, które na ćwierć wieku powstrzymało marsz Armii Sowieckiej do serca Europy".


Józef Szaniawski

Jak uratowaliśmy Europę






Po dziesięcioleciach przemilczeń i zafałszowań dotyczących wojny polsko-sowieckiej w latach 1919-1920 stopniowo odsłania się coraz pełniejsza prawda o tej tak ważnej dla naszych dziejów i dziejów Europy wojnie. Ciągle jeszcze wśród wielu czytelników utrzymuje się niedostateczna znajomość fragmentów dziejów tej wojny. Stosunkowo najwięcej napisano o samym przebiegu działań militarnych.

Obalono przede wszystkim kłamstwa PRL-owskiej propagandy sugerującej, że wojna polsko-sowiecka zaczęła się dopiero wiosną 1920 roku od rzekomej "polskiej agresji" - "wyprawy Piłsudskiego na Kijów". W rzeczywistości walki z bolszewikami zaczęły się już w początkach 1919 roku od starć z atakującymi Polaków i maszerującymi na Zachód jednostkami Armii Czerwonej. Bolszewickie oddziały pokonały polską samoobronę w regionie Święcian i Lidy, a 5 stycznia 1919 roku polskie oddziały musiały wycofać się z Wilna po trzydniowym boju z bolszewikami. Później walki toczyły się ze zmiennym szczęściem, a samo uderzenie Piłsudskiego na Kijów było tylko próbą uprzedzenia starannie przygotowywanej sowieckiej napaści na Polskę, która miała - według sowieckich planów - ruszyć w lipcu 1920 roku. I wtedy wiosną i latem 1920 roku rozegrały się walki decydujące o losie Polski w tej wojnie, rozstrzygnięte słynną Bitwą Warszawską, nazywaną Cudem nad Wisłą.

W szkicu tym chciałbym wspomnieć o sprawach dużo mniej akcentowanych w mediach, a jakże ważnych, począwszy od roli ogromnego narodowego zespolenia sił w przełomowym dla Polski sierpniu 1920 roku. Wykazane wówczas poświęcenie całego Narodu Polskiego pokazało, jak bardzo dojrzał on do odzyskanej niepodległości, jak bardzo gotów był poświęcić dla niej wszystkie siły. Co najważniejsze, w tym okresie mogliśmy liczyć zarówno na moc ducha milionów prostych Polaków, jak i prawdziwie godne zachowanie ze strony elit, tak wojskowych, jak i cywilnych. Tu chciałbym szczególnie mocno wyeksponować ciągle za mało przypominaną rolę polskiego duchowieństwa w walce o uratowanie Rzeczypospolitej w lipcu i sierpniu 1920 roku. Innym ważnym wątkiem mego szkicu jest zwrócenie uwagi na ciągle za mało docenione międzynarodowe reperkusje polskiego zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej i jej rolę w uratowaniu Europy przed bolszewizmem.




Kościół wobec bolszewickiej nawały

Można by długo wyliczać przejawy pełnych poświęcenia wystąpień różnych warstw społeczeństwa polskiego w obronie zagrożonej Ojczyzny. Ze względów objętościowych ograniczę się tu do bardziej szczegółowego przedstawienia ciągle za mało znanej postawy duchowieństwa w najtrudniejszych dniach lata 1920 roku. Jakże wymownym świadectwem bezgranicznego zaangażowania w losy Narodu były rozliczne listy biskupów z lipca i sierpnia 1920 roku apelujące do Narodu o wzmożony wysiłek obronny, a do Ojca Świętego i do biskupów świata o zrozumienie dla Polski znajdującej się w śmiertelnym zagrożeniu, o pomoc i ratunek. W liście do Ojca Świętego Benedykta XV z 7 lipca 1920 roku biskupi prosili m.in.: "Ojcze Święty, w tej ciężkiej chwili prosimy Cię, módl się za Ojczyznę naszą. Módl się, abyśmy nie ulegli i przy Bożej pomocy murem piersi własnych zasłonili świat przed grożącym mu niebezpieczeństwem". W wysłanym tegoż 7 lipca 1920 roku liście do biskupów świata biskupi polscy akcentowali m.in.: "Polska w pochodzie bolszewizmu na świat jest już ostatnią dla niego barierą, a gdyby się ta załamała, rozleje się on po świecie falami zniszczenia". Hierarchowie ostrzegali przed zaślepieniem Europy i świata na rozmiary bolszewickiego zagrożenia. Z goryczą pisali: "Jeszcze nie przebrzmiały echa i wołania, iż bolszewizm zagraża krwawo zdobytemu pokojowi świata, że jest on zarazą, od której wszelkie ginie życie (...).

Jeszcze nie przebrzmiały te hasła, uroczyście wywoływane na usta rządów i dyplomacji, aż oto Europa zaczyna się słaniać do stóp swojego nieprzejednanego wroga (...). Gdy dotychczas piętnowała jego ducha, jako zgubny zaczyn świata, to dziś woła, iż dla zboża i handlu należy rozgrzeszyć sumienie z nadmiernej rzekomo jego wrażliwości (...). Gdy słały narody tak niedawno wojska i amunicje na pokonanie bolszewizmu, to dziś zimnym zdają się patrzeć okiem, jak w krwawych zapasach pławi się Polska, a nieraz odnosi się wrażenie, jak gdyby państwa niektóre, miast odgradzać zarazę wschodu przez Polskę jak najsilniejszą, rade by ją jednak widzieć małą i słabą".

W wystosowanym również 7 lipca 1920 roku liście do Narodu biskupi apelowali o zjednoczenie wszystkich Polaków dla przeciwdziałania bolszewickiej nawale, pisząc m.in.: "(...) Oto wróg zebrał wszystkie swe siły, ażeby zagrodzić nasze granice, zetrzeć naszą bohaterską armię i odebrać Polsce na nowo przecenny skarb jej wolności. Wróg to jest tym groźniejszy, bo łączy okrucieństwo i żądzę niszczenia z nienawiścią wszelkiej kultury, szczególnie zaś chrześcijaństwa i Kościoła (...), szczególniejszą nienawiścią zapałał on do Polski. Bo gdy niektóre mocarstwa zeszły ze swej pierwotnej drogi, aby zawierać z tym wrogiem umowy, własnego niepomne niebezpieczeństwa, Polska jedna oparła się pokuśnym wołaniom tego wroga i jakby murem stanęła, aby mu wstęp do siebie z zachodu Europy zagrodzić. Dlatego to wróg ów poprzysiągł jej zniszczenie i zemstę".

Jakże wymowne było w tych wystąpieniach poczucie polskiej misji bronienia największych wartości chrześcijańskich i Ojczyzny przeciwko bolszewizmowi nawet wtedy, gdy potężne mocarstwa Zachodu poszły na paktowanie z bolszewikami. Dnia 27 lipca 1920 roku biskupi polscy złożyli na Jasnej Górze Akt poświęcenia Najświętszemu Sercu Jezusa i ponownego obrania Matki Bożej na Królową Polski. W wystosowanej tegoż dnia Odezwie do Narodu po konferencji na Jasnej Górze biskupi polscy wystąpili z płomiennym apelem, zagrzewającym do walki w obronie Ojczyzny. Przypominając triumf bohaterskiej obrony Częstochowy sprzed kilku stuleci, dodawali otuchy i wiary w to, że znowu zwycięży "armia narodowego zbawienia".

Warto tu przypomnieć szczególnie dużą rolę odegraną przez ks. kard. Aleksandra Kakowskiego w działaniach na rzecz religijno-patriotycznej mobilizacji ludności stolicy do przeciwstawienia się nawale bolszewickiej. W liście wystosowanym 31 lipca 1920 roku do duchowieństwa archidiecezji warszawskiej ks. kard. Kakowski poza apelem o nieustające modlitwy za Ojczyznę polecał: "Zaoszczędzone przez wiernych z odmówienia sobie przyjemności i zachowania postu pieniądze oraz wszystkie ofiary zebrane na tacę w dniu 8 sierpnia w kościołach winny być przeznaczone w całej archidiecezji na żołnierza polskiego. Pieniądze, złożone przez kapłanów, Kuria prześle do zarządu armii ochotniczej". W dniu 7 sierpnia 1920 roku ksiądz kardynał wystąpił do proboszczów i rektorów kościołów m.st. Warszawy z listem o obowiązku trwania na stanowiskach wobec groźby agresji. Ksiądz kardynał Kakowski akcentował m.in.: "Nie trwoga, nie zemsta pchać nas winna, lecz płomienne wołanie Matki Ojczyzny o pomoc i ratunek. Ze względu na ważność chwili i grożące miastu naszemu niebezpieczeństwo praca około okopów w dni niedzielne i świąteczne jest dozwoloną.

Niech serc nie warzy zwątpienie i małoduszność, bo dopóki tętni w duszy polskiej wiara w opiekę Bożą i prawdziwy patriotyzm, nie masz takiej siły, która by nas złamać mogła".
Te płomienne wezwania księdza kardynała były realizowane na co dzień przez wielką rzeszę duchowieństwa, czego jakże wspaniałym symbolem stała się bohaterska śmierć ks. Ignacego Skorupki pod Ossowem koło Radzymina 14 sierpnia 1920 roku.

Jakże ważne jest przypomnienie tej tak ogromnej więzi Kościoła z Narodem w dobie szczególnego śmiertelnego zagrożenia Polski po przebudzeniu z długotrwałej niewoli. Trzeba o tym przypominać tym bardziej w czasie, gdy tak mocno nasila się ofensywa wrogów Kościoła i religii, gdy tak usilnie próbuje się zacierać zasługi Kościoła dla Polski. Wrogowie Kościoła kontynuują dziś ciągle to samo plugawe kalumniatorstwo antykościelne i antyreligijne, jakie rozpoczęto na szeroką skalę w dobie stalinizmu.

Dość przypomnieć choćby wydawane wówczas w PRL-u paszkwile w stylu "Tysiąca lat zatargów z papieżami" Andrzeja Nowickiego, dziś wielkiego mistrza masonerii w Polsce. Nie będę tu szerzej rozwodzić się na temat, jak oszczercza była głoszona przez Nowickiego i podobnych mu pamflecistów teza o rzekomych ciągłych zatargach Polski z Papieżami. Przypomnę teraz tylko jedną, ale jakże ważną postać spośród licznych Papieży przeczących wspomnianej oszczerczej tezie - Ojca Świętego Benedykta XIV i jego rolę w mobilizowaniu poparcia dla zagrożonej przez bolszewizm Polski. W wystosowanym 5 sierpnia 1920 roku liście do ks. kard. Bazylego Pompili Benedykt XIV dziękował mu za to, że nakazał wzniesienie do Najwyższego uroczystych i gorących modłów "dla ubłagania miłosierdzia Pańskiego nad nieszczęsną Polską". I akcentował: "Przyczyny nader poważne każą nam wyrazić życzenie, aby za przykładem danym przez Ciebie, kardynale, poszli wszyscy Biskupi świata katolickiego" (podkr. - J.R.N., cyt. za "Zwycięstwo 1920. Warszawa wobec agresji bolszewickiej", Paris 1990, s. 111).

W osobnym liście skierowanym do biskupów polskich 8 września 1920 roku Ojciec Święty Benedykt XIV niezwykle mocno uwypuklił znaczenie Bitwy Warszawskiej nie tylko dla Polaków, ale dla wszystkich narodów chrześcijańskiej Europy, pisząc, że uzyskane dzięki modłom zwycięstwo - "dobrodziejstwo Boga Wspomożyciela dziwnie na dobre wyszło nie tylko narodowi waszemu, lecz i innym ludom. Komuż bowiem nie wiadomo, że szalony napór wroga to miał na celu, aby zniszczyć Polskę, owo przedmurze Europy, a następnie podkopać i zburzyć całe chrześcijaństwo i opartą na nim kulturę, posługując się do tego krzewieniem szalonej i chorobliwej doktryny?".

Warto dodać też ważną sugestię prof. Normana Daviesa na temat warszawskich reperkusji ówczesnego pobytu w Polsce dziekana korpusu dyplomatycznego - nuncjusza papieskiego Achille Rattiego. Zdaniem prof. Daviesa: "Wiedza o tym, jak wielkie piętno odcisnął pobyt w Warszawie na siedemnaście lat pontyfikatu monsignore Achille Rattiego (1922-1939), który zasiadał na tronie Piotrowym jako Pius XI, byłaby nader pouczająca. Nie będzie przesadą stwierdzenie, iż encyklika 'Divini Redemptoris', wyklinająca ateistyczny komunizm, stanowiła uogólnienie jego osobistego wyzwania rzuconego armiom bolszewickim pod Radzyminem".




Świadectwo Charles'a de Gaulle'a

Ciągle mało znany jest fakt, że obok A. Rattiego, przyszłego Papieża Piusa XI, w czasie Bitwy Warszawskiej przebywał w Polsce jako oficer francuskiej misji wojskowej największy chyba Francuz XX wieku, słynny później polityk i wódz Francuzów Charles de Gaulle.

Tym bardziej warto więc przypomnieć tu zapiski de Gaulle'a na temat przebiegu zwycięskiej ofensywy polskiej w sierpniu 1920 r., po raz pierwszy przedstawione w zakazanych wówczas w kraju "Zeszytach Historycznych" paryskiej "Kultury" z 1971 r.:
"14 sierpnia: Ogólna ofensywa została postanowiona (...). W tej samej chwili wydaje się, że wszystko do najdrobniejszego szczegółu jest jasne. Wierne wojska polskie, których wyższe kadry były jednymi z najlepszych na świecie, odczuwają natychmiast, że silna i logiczna wola ma zamiar skoordynować wysiłki (...). Jeszcze zanim rozpoczęła się bitwa, czuję, jak tych żołnierzy znaczy powiew zwycięstwa, który tak dobrze znam (...).

17 sierpnia: Ofensywa rozpoczęła się świetnie. Grupa manewrowa, którą dowodzi szef Państwa, Piłsudski, zgrupowana pomiędzy Iwanogrodem a Chełmem, szybko posuwa się na północ. Nieprzyjaciel, całkowicie zaskoczony widokiem na swoim lewym skrzydle Polaków, o których myślał, że są w stanie rozkładu, nigdzie nie stawia poważnego oporu, ucieka w rozsypce na wszystkie strony albo poddaje się całymi oddziałami (...).

20 sierpnia: Tak, to jest zwycięstwo kompletne, triumfujące zwycięstwo. Z innych armii rosyjskich, które groziły Warszawie, niewiele co powróci. Mimo szybkości, z jaką uciekały, Polacy je przeganiali i zachodzili od lasu" (por. Ch. de Gaulle, Bitwa o Wisłę. Dziennik działań wojennych oficera francuskiego, w: "Zeszyty Historyczne", Paryż 1971, zesz. 19, s. 13-16).




Ocaliliśmy Europę

Ciągle za mało mówi się o ogromnym znaczeniu słynnej Bitwy Warszawskiej 1920 roku dla losów całej Europy. Ambasador brytyjski w Warszawie lord Edgar D'Abernon nazwał ją już w tytule swej książki "Osiemnastą decydującą bitwą w dziejach świata". W publikowanym w sierpniu 1930 r. artykule lord D'Abernon pisał: "Współczesna historia cywilizacji zna mało wydarzeń posiadających znaczenie większe od bitwy pod Warszawą w roku 1920. Nie zna zaś ani jednego, które by było mniej docenione... Gdyby bitwa pod Warszawą zakończyła się była zwycięstwem bolszewików, nastąpiłby punkt zwrotny w dziejach Europy, nie ulega bowiem wątpliwości, iż upadkiem Warszawy Środkowa Europa stanęłaby otworem dla propagandy komunistycznej i dla sowieckiej inwazji (...). Zadaniem pisarzy politycznych... jest wytłumaczenie europejskiej opinii publicznej, że w roku 1920 Europę zbawiła Polska".

Francuski generał Louis A. Faury pisał w artykule ogłoszonym w 1928 r.: "Przed dwustu laty Polska pod murami Wiednia uratowała świat chrześcijański od niebezpieczeństwa tureckiego; nad Wisłą i nad Niemnem szlachetny ten naród oddał ponownie światu cywilizowanemu usługę, którą nie dość oceniono". Brytyjski historyk J.F.C. Fuller pisał w książce "Bitwa pod Warszawą 1920" (wyd. podziemne, Warszawa 1980, s. 34): "Osłaniając centralną Europę od zarazy marksistowskiej, Bitwa Warszawska cofnęła wskazówki bolszewickiego zegara (...), zatamowała potencjalny wybuch niezadowolenia społecznego na Zachodzie, niwecząc prawie eksperyment bolszewików".

Warto przypomnieć również, że znany popularyzator historii wojen i wojskowości Simon Goodough w wydanej w 1979 r. książce "Tactical Genius in Battle" ocenił geniusz Józefa Piłsudskiego zademonstrowany w Bitwie Warszawskiej za godny wyróżnienia w kręgu zwycięzców 27 wielkich bitew w dziejach świata. Obok Temistoklesa, Aleksandra Wielkiego, Cezara, Gustawa Adolfa, wielkiego Kondeusza i wielu innych wielkich wodzów!

Zapobieżenie przez polskie zwycięstwo nad Rosją Sowiecką dalszemu rozprzestrzenianiu się bolszewizmu w Europie "zyskało" Polakom trwałą nienawiść różnych środowisk komunistycznych w Europie i świecie, służąc za pożywkę dla różnych zajadłych "czerwonych" siewców antypolonizmu. Niejednokrotnie zauważałem to bardzo silnie w kraju naszych węgierskich "bratanków", dowiadując się, z jaką nienawiścią pisali lub mówili o nas wpływowi komunistyczni weterani dawnej czerwonej Węgierskiej Republiki Rad. Pamiętali bowiem, że Polacy swym triumfem w 1920 roku rozbili im wszystkie nadzieje na ponowne zwycięstwo komunizmu na Węgrzech po obaleniu w 1919 roku żałosnego bolszewickiego eksperymentu - 133-dniowej Węgierskiej Republiki Rad. W 1920 roku w sztabie konnej armii Budionnego przy Stalinie była wielka grupa komunistów węgierskich czekających na triumfalny powrót do Budapesztu wraz z wojskami sowieckimi, które opanują Polskę (por. W. Pobóg-Malinowski, Najnowsza historia Polski, t. II, 1914-1939, Londyn 1967, s. 504).

Polskie zwycięstwo w 1920 roku uratowało od komunizmu Węgry, Czechy, Niemcy i kraje bałtyckie, a może i resztę Europy. Dowodzący armią sowiecką Michaił Tuchaczewski wzdychał z goryczą na myśl o straconych przez Sowietów szansach w 1920 roku: "Nie ulega wątpliwości, że gdybyśmy byli zwyciężyli nad Wisłą, wówczas rewolucja ogarnęłaby płomieniem cały ląd europejski". Czołowa komunistka niemiecka Klara Zetkin uwieczniła swe smętne rozmowy z Leninem (już po zawarciu rozejmu ryskiego) na temat skutków klęski Armii Czerwonej w Polsce: "Przedwczesny przymrozek odwrotu Armii Czerwonej z Polski zwarzył rozwijający się kwiat rewolucji (...). Opisywałam Leninowi, w jaki sposób odbiło się to na rewolucyjnej awangardzie niemieckiej klasy robotniczej (...), kiedy towarzysze z sowieckimi gwiazdami na czapkach, w niewiarygodnie zużytych strzępach mundurów i cywilnych ubrań, w podartych butach, popędzali ostrogami swoje żwawe koniki wprost ku niemieckiej granicy. (...) Lenin przez parę minut siedział w milczeniu, pogrążony w rozmyślaniach.

- Tak - powiedział w końcu - a więc zdarzyło się to, co może musiało się stać (...). Polacy widzieli w czerwonoarmiejcach nie braci i wyzwolicieli, ale wrogów. Polacy myśleli i działali nie jak przystało na socjałów i rewolucjonistów, ale jak nacjonaliści i imperialiści. Ta rewolucja, na którą liczyliśmy w Polsce, nie powiodła się. Robotnicy i chłopi, oszukani przez Piłsudskiego i Daszyńskiego, powstali w obronie swego klasowego wroga, pozwalając, aby nasi dzielni żołnierze z Armii Czerwonej umierali z głodu, zapędzani w zasadzki, pobici na śmierć (...). Gdy Lenin mówił (...), na twarzy jego malowało się niewysłowione cierpienie" (cyt. za N. Davies, Orzeł Biały Czerwona gwiazda. Wojna polsko-bolszewicka 1919-1920, Kraków 1997, s. 270-271).

Największe znaczenie miało polskie zwycięstwo dla małych krajów bałtyckich. Słynny litewski publicysta niepodległościowy Anastar Terleckas pisał w połowie lat 90., że gdyby nie polskie zwycięstwo w 1920 r. Litwa musiałaby przeżyć dodatkowe 20 lat rosyjskiej okupacji i rusyfikacji. Co zaś oznaczałoby to dla małego, kilkumilionowego narodu litewskiego, można sobie łatwo wyobrazić. Pisząc o znaczeniu polskiego zwycięstwa dla krajów bałtyckich, warto przy okazji wspomnieć o mało znanym, a pięknym przykładzie bezpośredniej i bezinteresownej polskiej pomocy wojskowej dla Łotwy. Dnia 3 stycznia 1920 roku dwie dywizje polskie pod dowództwem generała Edwarda Rydza-Śmigłego, wspierając narodową armię łotewską, wyzwoliły z rąk bolszewików jedno z największych miast Łotwy - port Dyneburg. Józef Piłsudski, który przybył pod koniec stycznia 1920 roku do Dyneburga, by osobiście udekorować gen. Rydza-Śmigłego za zwycięską akcję Orderem Virtuti Militari, powiedział podczas uroczystego obiadu z naczelnym wodzem armii łotewskiej gen. Ballodisem oraz gen. Burtem z misji angielskiej: "Przyjemnie mi jest być w oddziale, który spotkało rzeczywiste szczęście walczyć zgodnie z tradycją polską za naszą i waszą wolność - nie tylko za wolność naszego narodu, ale i za wolność naszego sąsiada i przyjaciela" (W. Pobóg-Malinowski, op.cit., t. III, s. 403).

Słynny polonijny naukowiec ze Stanów Zjednoczonych profesor Iwo Cyprian Pogonowski opowiadał mi kiedyś historię o tym, jak po dziś dzień pamięć o polskim triumfie warszawskim 1920 roku jest deformowana przez niektórych zajadłych rzeczników żydowskiego antypolonizmu. Otóż są takie fanatyczne żydowskie środowiska w USA, które obciążają Polaków winą... za dojście Hitlera do władzy w Niemczech. Głoszą one bowiem, że gdyby Polacy nie pobili wojsk bolszewickich pod Warszawą w 1920 roku, to one dotarłyby do Niemiec i połączyły się z tamtymi siłami komunistycznymi. W Niemczech zatriumfowałaby wówczas skomunizowana lewica i Hitler nigdy nie doszedłby tam do władzy. Nie warto chyba nawet komentować tej tak niemądrej antypolskiej "logiki" wywodów!




Skutki klęski 1920 roku dla Sowietów

Poniesiona przez Rosję sowiecką klęska w wojnie z Polską miała bardzo duże znaczenie dla wewnętrznego rozwoju Związku Sowieckiego, decydująco wpływając na przymusową rezygnację Sowietów z tak niszczącego dla ludności systemu komunizmu wojennego i zmuszając do wprowadzenia dużo bardziej elastycznego NEP-u (nowej ekonomicznej polityki). Warto przypominać te fakty, bo są ciągle za mało akcentowane w historiografii polskiej i zagranicznej, choć stanowią jeszcze jeden więcej dowód doniosłości międzynarodowych skutków Bitwy Warszawskiej.

Nader przekonywujące w tym względzie wydają się uwagi Normana Daviesa w książce "Orzeł Biały Czerwona Gwiazda" (s. 278-279): "Wojna polska przyczyniła się bezspornie do kryzysu komunizmu wojennego, a w konsekwencji do wprowadzenia przez Lenina 'nowej polityki ekonomicznej' (NEP).

Latem 1920 roku na froncie polskim walczyło osiem z szesnastu armii bolszewickich.

Wojna polska była poważnym i jedynym zagranicznym przedsięwzięciem Armii Czerwonej, które wyraźnie nadwerężyło program 'komunizmu wojennego' na skutek militaryzacji kolei, nasilenia rekwizycji, wzrostu zapotrzebowania na zapasy i uzbrojenie (...). Prawdą jest również to, że nagła klęska kampanii polskiej spowodowała jesienią 1920 roku szok nie mniej powalający niż chaos, który istniał już wcześniej. Dopóki wydawało się, że Armia Czerwona broni Rosji przed 'polskimi jaśniepanami', dopóty można było usprawiedliwiać i tolerować cierpienia, których przysparzał komunizm wojenny. Wszelako od momentu podpisania rozejmu ryskiego (...) cały ten system stracił sens (...). Komunizm wojenny przestał był użyteczny i trzeba go było zastąpić czymś innym. W okresie trwania kampanii polskiej, kiedy nadzieje na eksport rewolucji były nadal żywe, NEP nie był potrzebny, w momencie klęski tej kampanii stał się logiczną koniecznością".

Dodajmy - stał się logiczną koniecznością, bo klęska pozbawiła Sowietów możliwości złupienia podbitej Polski, a w ślad za nią krajów sąsiednich, które umożliwiłoby dalsze kontynuowanie dotychczasowej polityki "komunizmu wojennego". Jak pisał cytowany już brytyjski historyk J.F.C. Fuller, klęska Sowietów w Bitwie Warszawskiej pozbawiła Rosję "możliwości grabieży, potrzebnej jej bardzo do powstrzymania beznadziejnego kryzysu ekonomicznego".

Był jednak, jak się zdaje, jeszcze jeden szczególnie ponury skutek sowieckiej klęski w wojnie z Polską w 1920 roku. Była to wciąż tląca się, nieugaszona nienawiść sowieckich przywódców bolszewickich na czele ze Stalinem do Polski, która tak mocno przekreśliła ich zaborcze i grabieżcze plany. Słynny rosyjski historyk Dymitr Wołkogonow tak tłumaczył podjętą w 1940 roku decyzję sowieckiego Biura Politycznego o rozstrzelaniu tysięcy polskich oficerów: "Była to zapewne zemsta za sromotną klęskę Rosji Radzieckiej w 1920 roku i upokarzający traktat ryski, którego, jak mówią, Stalin nie mógł Polakom wybaczyć" (D. Wołkogonow, Lenin, Warszawa 1997, s. 474).

Stalin i sowieccy enkawudziści mieli za co się mścić. Polskie zwycięstwo w 1920 roku uratowało Europę na ponad 20 lat przed potwornymi skutkami sowieckiej ekspansji i grabieży.


prof. Jerzy Robert Nowak
Zwycięski wódz na Jasnej Górze
Nasz Dziennik, 2007-08-15
Artysta malarz Adam Setkowicz, świadek tamtych czasów, swoim pędzlem uwiecznił drogę Józefa Piłsudskiego do niepodległości. Oto na koniu rycerz w zbroi w dłoniach dzierży chorągiew Rzeczypospolitej i miecz. Przed jeźdźcem podrywa się do lotu orzeł, a za nim aż po horyzont kroczą szeregi legionowego wojska. Rycerz bez hełmu, z odkrytą głową odważnie idzie do walki. Ten rycerz o twarzy z wyraźnymi rysami Komendanta ma na zbroi złocisty ryngraf z wizerunkiem Jasnogórskiej Królowej. Ona będzie mu patronowała w jego walce o niepodległość.

W 1916 r. w Krakowie Komendant otrzymał miedziany kaplerz z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej. Tego samego roku paulini z Jasnej Góry ofiarowali Piłsudskiemu powstańczą chorągiew z 1863 roku. Widniał na niej obraz Częstochowskiej Bogurodzicy z modlitwą "Pod Twoją obronę". W Polsce Niepodległej chorągiew ta znajdowała się w Belwederze. Po zwycięstwie nad bolszewikami złożona została w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.

W obliczu zagrożeń
Dnia 4 lipca 1920 r. marszałek Michaił Tuchaczewski wydał swoim żołnierzom rozkaz: "Na zachód, po trupie białej Polski do rewolucji światowej".
Kiedy bolszewicy przekroczyli rzekę Bug, na Jasną Górę zjechali biskupi polscy i 27 lipca 1920 r. ponowili oddanie zagrożonej Ojczyzny opiece Bogurodzicy, obierając Ją na nowo Królową Polski.
Biskupi wołali wówczas: "Wyciągamy ku Tobie, Matko litościwa, błagalne ręce, byś w ciężkiej kraju naszego potrzebie przyszła nam w pomoc. Odrzuć wroga od granic naszej Ojczyzny". Wysłali też pismo do Papieża Benedykta XV, donosząc mu o grożącym niebezpieczeństwie Kościołowi w Polsce. Prosili o modlitwę i apostolskie błogosławieństwo na skuteczną obronę.
Z Jasnej Góry Episkopat skierował pasterską odezwę do wiernych. Odrębne pisma rozsyłali ojcowie paulini, którzy wspominając osobę o. Kordeckiego, wzywali do obrony Ojczyzny i zachęcali do wielkiego zawierzenia Jasnogórskiej Królowej.
Józef Piłsudski zaś w obliczu bolszewickiego zagrożenia proponował przeniesienie stolicy z Warszawy do Częstochowy. Uważał on, że odniesienie do Jasnej Góry wzmocni w Narodzie opór wobec najeźdźcy i zachęci do skutecznej obrony Ojczyzny. Rząd jednak nie przystał na jego propozycję.

Cudowne zwycięstwo
Stał się Cud nad Wisłą. Żołnierz Polski uratował chrześcijańską cywilizację Europy. Bitwa Warszawska uznana została przez historyków za 18. bitwę decydującą o losach świata.
Ojciec Maksymilian Kolbe pisał, że Komendant kochał Matkę Bożą i dlatego Ona dała mu złamać hordy bolszewickie właśnie w dzień swego Wniebowzięcia.
Kardynał August Hlond zaś oświadczył, że zwycięstwami 15 i 16 sierpnia 1920 r. stanął Marszałek Piłsudski w szeregach dziejowych obrońców wiary. Pod jego dowództwem zwycięski czyn bohaterskiej armii polskiej zwany Cudem nad Wisłą osiągnął znaczenie Lepanta i Wiednia.

Wdzięczność Narodu
W niepublikowanym dotąd liście ks. bp. Sebastiana Pelczara do Piłsudskiego z 25 sierpnia 1920 r. czytamy m.in.: "Dziękuję szczególnie za wielce pocieszające doniesienie, że Najdostojniejszy Pan Naczelnik myślał o pielgrzymce do Częstochowy, ale że ją wstrzymały walki pod Warszawą". A potem: "Dziś cały naród tego wymaga, aby Najdostojniejszy Pan Naczelnik w osobnej pielgrzymce oddał siebie i naród polski opiece Najmiłościwszej jego Królowej, a zarazem złożyli dzięki za odniesione zwycięstwo".
W pielgrzymce tej miał uczestniczyć Episkopat Polski i naczelni zwierzchnicy rządu, Sejmu i wojska. Biskup proponował, aby dniem tego dziękczynienia było święto Imienia Maryi, które ustanowione zostało na pamiątkę zwycięstwa Sobieskiego pod Wiedniem, tj. niedziela, 12 września 1920 roku. Planowano, że w bazylice Mszę św. odprawi nuncjusz apostolski z kazaniem biskupa przemyskiego, a w kaplicy przed Cudownym Obrazem akt oddania Polski opiece Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski odczytają: Naczelnik Państwa, marszałek Sejmu i w imieniu wszystkich stanów i zawodów ks. bp Sebastian J. Pelczar.
Tej narodowej pielgrzymki dziękczynnej nie udało się zorganizować. W uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, 8 grudnia 1920 r., w katedrze warszawskich arcybiskupów odprawiona została Msza św. dziękczynna za cudowne odparcie bolszewików. To dziękczynienie celebrował ks. abp lwowski obrządku ormiańskiego Józef Teodorowicz.
W wygłoszonym kazaniu powiedział on, że "cokolwiek mówić czy pisać się będzie o bitwie pod Warszawą, wiara powszechna nazwie ją Cudem nad Wisłą". Hierarcha ów mówił też: "Cud pod Częstochową prowadził króla i naród do ślubów świętych, złożonych przed ołtarzem Maryi w archikatedrze lwowskiej - i do obwołania Jej Królową Polskiej Korony.
Niechajże cud pod Warszawą zdziała to samo...".
Sprawa narodowej pielgrzymki powróciła w 1921 roku. Uroczystość ta miała się odbyć 3 maja. Zaakceptowana podobno przez marszałka Sejmu, prezesa Rady Ministrów i Marszałka nie doszła do skutku. Z polecenia Episkopatu Polski we wszystkich świątyniach w Rzeczypospolitej 15 sierpnia 1921 r., w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, odśpiewano dziękczynne "Te Deum laudamus" za Cud nad Wisłą.

Samotny pielgrzym
W dniu 20 października 1921 roku Marszałek Polski Józef Piłsudski zupełnie niespodzianie przyjechał do Częstochowy. Zatrzymał się tu na kilka godzin w drodze z Radomia do Kielc.
Specjalny pociąg wiozący Piłsudskiego przyjechał kilka minut po godz. 9.00 (odjechał o 12.30). Na Jasnej Górze w otoczeniu paulinów Naczelnika Państwa powitał towarzyszący mu w podróży ks. bp Władysław Krynicki. W kaplicy jasnogórskiej zajął honorowe miejsce na przyozdobionym fotelu. Mszę św. przed obrazem Bogurodzicy Królowej Polski celebrował w intencji Rzeczypospolitej i Naczelnego Wodza jego osobisty kapelan ksiądz prałat Marian Tokarzewski. Po Eucharystii Marszałka Polski po Jasnej Górze oprowadzili ojcowie Bernard Dudziński i Marian Paszkiewicz.
W Starej Bibliotece Piłsudski wpisał po żołniersku swoje nazwisko do księgi pamiątkowej. Marszałka Polski w sanktuarium pożegnał ks. bp Władysław Krynicki słowami: "Niech Bóg udzieli Ci błogosławieństwa, a kraj pod rządami twoimi niech zazna szczęśliwości i pokoju".
Piłsudskiemu w tej pielgrzymce towarzyszyli wyżsi oficerowie, a wśród nich jego adiutant ppłk dr Bolesław Wieniawa-Długoszowski (późniejszy generał). Ksiądz biskup miał na sobie fioletową sutannę, a kapelan miał na piersi dystynktorium kanonickie.
Piłsudski to jedyny architekt II Rzeczypospolitej, który pielgrzymował na Jasną Górę. Minister Wacław Jędrzejewicz odnotował: "Długo oczekiwana wizyta na Jasnej Górze mogła dojść do skutku dopiero po zakończeniu działań wojennych".
Nie wiemy, jakie więzy łączyły biskupa Pelczara z Marszałkiem. Na pewno łączyła ich gorąca miłość do Bogurodzicy i wielki patriotyzm. Mocą tej miłości Kościół wyniósł biskupa Pelczara do chwały ołtarzy, a Ojczyzna wprowadziła Komendanta do panteonu narodowych bohaterów.
Istnieje opinia, że Piłsudski był postacią kontrowersyjną. Doskonale te wszystkie niuanse znał metropolita krakowski kardynał Karol Wojtyła. Dlatego 13 sierpnia 1991 r. podczas kolejnej pielgrzymki apostolskiej do Ojczyzny Jan Paweł II, zwracając się do proboszcza Wawelu księdza infułata Janusza Bielańskiego, powiedział: "Dzisiaj jako Papież Polak chcę być w Krypcie Marszałka". Ten historyczny moment uwiecznił na swojej fotografii Arturo Mari.


o. prof. Eustachy Rakoczy ZP , rektor Akademii Polonijnej w Częstochowie





Akt oddania Polski Sercu Najświętszej Panny Maryi


Jako Naczelnik Rzeczypospolitej Polskiej, Najwyższy Wódz Wojska Polskiego, imieniem własnym i całego Narodu, składam Tobie, Najświętsza Panno Maryjo, a przez Ciebie Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu najgorętsze dzięki za wszystkie łaski wyświadczone Narodowi Polskiemu w ciągu dziewięciu wieków, za wydźwignięcie go z ciężkiej niewoli i za zwycięstwo oręża polskiego w ostatnich walkach.
Wdzięczni za Twoją opiekę, błagamy Cię o nią nadal, my, dzieci Twoje i poddani Twoi, bądźże nam jak dotąd dobrą Matką i łaskawą Królową, oddal od nas grzechy i klęski, a przywróć nam pożądany pokój.
My wzajem przyrzekamy, że według sił naszych starać się będziemy, by Naród nasz i Twój spełnił sumiennie posłannictwo dane mu od Boga - by też za Jego przyczyną kwitły dobre obyczaje, ofiarna miłość Ojczyzny, prawdziwa oświata i wolność poszanowania prawa i władzy, sprawiedliwość dla wszystkich, troskliwość o poprawę doli Narodu. Do tego niech nam dopomoże Bóg, Ty zaś Najświętsza Królowo, wstaw się za nami i wyproś nam błogosławieństwo Niebios.


(Instytut Józefa Piłsudskiego w Londynie, Akta Adiutantury Generalnej 1918-1920